Chaos a porządek i co z tego wynika? Podsumowanie 56 odcinka

„Porządek trzeba robić, nieporządek robi się sam.”

Tadeusz Kotarbiński

Mimo poszukiwań, to kolejny przykład cytatu, do którego nie udało mi się znaleźć źródła, z którego pochodzi. Może ktoś pomoże?

Dyskusja w ostatnim odcinku ogniskowała się między innymi wokół wątków:

1. Na ile porządek przyrody jest jej samoistną cechą, a na ile – powstaje tylko w naszych umysłach, jako próba racjonalizacji tego, czego jesteśmy obserwatorami?

2. Czy istnieje jakaś definicja porządku, która pozwala uzgodnić stanowiska rodziców i dzieci w dyskusji nad sprzątaniem pokoju? Czy raczej – porządek to stan chwilowej harmonii między rzeczywistością a naszymi oczekiwaniami wobec niej?

3. Czy posługiwanie się nieostrymi pojęciami (porządku), nie pokazuje nam, że dla unikania nieporozumień i poprawy jakości komunikacji konieczne jest zejście na poziom szczegółów i konkretów, zamiast (wygodnych ale mylących) uogólnień?

4. Na ile porządek, poprzez to, że zapewnia nam poczucie bezpoeczeństwa, konserwuje jednocześnie nasze nawyki, a jego zburzenie – może być czynnikiem ułatwiającym zmiany?

5. Na ile porządek umysłu, to skupienie się na podstawowych wartościach – poszukiwaniu prawdy, dobra i piękna? Na ile nasze zawodowe role i zajęcia wpisują się a na ile mają zaprogramowany konflikt z tak rozumianym porządkiem?

Zaskakująco dla mnie, dość szybko w dyskusji pojawił się wątek interakcji człowiek z przyrodą, naszego miejsca w niej. Tego, czy jako ludzie jesteśmy jej częścią, czy z powodu naszych intelektualnych kompetencji, stworzonej przez nas kultury, cywilizacji, staliśmy się dla niej ciałem obcym. Wydaje się, że skrajności: dosłowne i destrukcyjne rozumienie biblijnego „czyńcie sobie ziemię poddaną” w imię rozwoju i pędu za dobrobytem, a z drugiej strony: człowiek jako intruz w przyrodzie – wyznaczają przestrzeń do poszukiwań właściwej odpowiedzi. Do mnie najbardziej przemawia, że odpowiedzią jest reharmonizacja naszego życia z przyrodą. Cywilizacja oddaliła nas bardzo od natury: pogody i cyklu pór roku (ogrzewanie i klimatyzacja), hodowli zwierząt i uprawy roślin (supermarkety zamiast gospodarstw domowych), cyklu dobowego (oświetlenie, a jeszcze bardziej – ekrany telewizorów i smartfonów) itd. Jednocześnie nadmiar bodźców – niepostrzeżenie odbiera nam naturalne okazje do praktykowania uważności. Dzięki modzie – coraz częściej praktykujemy uważność traktując to jako osobne, dodatkowe zajęcie (jak medytacja, joga), zastępując w ten sposób naturalne, codzienne okazje do tego, które mieliśmy jako ludzie w czasach, kiedy rozmawialiśmy ze sobą bez pośpiechu, wykonywaliśmy prace wymagające skupienia i poświecenia im całego czasu i uwagi, praktykowaliśmy rytuały (np. religijne). W takim świecie – łatwo jest zapomnieć, że to przyroda, a nie mury i gadżety, są naszym naturalnym i potężnym (a przez to i pięknym) środowiskiem, do którego zostaliśmy stworzeni. Naturalnym, bo jesteśmy jej nierozerwalną częścią. Potężnym, bo huragany, powodzie, tsunami, wulkany – stanowią żywioły, przed którymi nawet nasz świat pełen kosmicznych technologii i sztucznej inteligencji nie jest w stanie się uchronić.

Waga tej refleksji – przeważyła we mnie nad potrzebą szczegółowej relacji z dyskusji, co, mam nadzieję, będzie mi przez jej uczestników wybaczone.

Dla mnie to kolejny odcinek, w którym zadaję sobie pytanie o granice. Rozdział między tym, co powinniśmy kwestionować a czego bronić. Granice między otwartością umysłu, a nienaruszalnymi zasadami i wartościami. Między twórczym nieporządkiem, a poukładaniem, które zabija kreatywność? Gdzie na osi między fanatyzmem a relatywizmem znaleźć swoje optimum – miejsce, w którym jednocześnie potrafimy filozoficznie rozważać perspektywy i poglądy innych, a zarazem nie podważamy wszystkiego, wpędzając się w mgłę wątpliwości co do najprostszych nawet pytań i gubiąc kotwicę, na której zacumowana jest nasza tożsamość. Co jest tym punktem, wokół którego można budować wszystkie inne intelektualne konstrukcje i z otwartym umysłem podchodzić do ich weryfikacji? Czy może być nim, jak wydaje się chcieć Yuval Noah Harari, powrót do szacunku wobec natury?

Zainteresowanych zapisem dyskusji i dołączeniem do kolejnych odcinków – zapraszam na LinkedIn – http://lnkd.in/dEPw6yy

Równolegle, w grupie Filozofia przy sobocie (ESTETYKA) https://www.linkedin.com/groups/8782472 toczyła się dyskusja na temat – czy sztuka musi być piękna?

„[św.]Tomasz sądzi, że jedyną racją przedstawiania w sztuce jest piękno; dzieło jest piękne, jeśli w sposób doskonały artystycznie przedstawia określoną rzecz, nawet jeśli ta rzecz jest brzydka. (Suma teologiczna., I, q. 39, a. 8) Nie podziwiamy brzydoty, lecz sztukę, która je w sposób piękny wytworzyła.
Na uwagę zasługuje zauważenie, że tylko człowiek może napawać się pięknem przedmiotów zmysłowych tylko dla samej rozkoszy z niego płynącej.”

Milena Banasiak, http://katedra.uksw.edu.pl/posiedzenia/17pos.htm

Źródła wspomniane w dyskusji:

1. Dariusz Duma „Serce i porfel. Być sobą w pracy”

2. Mikel Hem „Jak zostać dyktatorem – Podręcznik dla nowicjuszy”

3. Festiwal Filmów Docs Against Gravity: „Atropocen: epoka człowieka”

4. Miłosz Brzeziński „Wy wszyscy moi ja”

5. Wpływ bobrów na środowisko i gospodarkę człowieka http://www.bobry.pl/?wplyw-bobrow-na-srodowisko-i-gospodarke-czlowieka,27

6. https://www.wwf.pl/aktualnosci/living-planet-report-2016

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s